Rozmawiamy z Łukaszem Ceglińskim, gitarzysta i vokalista Happysad

Jestescie razem juz 14 lat.  Ktory wasz koncert zapamietaliscie najbardziej i dlaczego?

 

Wszyscy artyści, którzy stanęli na scenie Przystanku Woodstock czyli największego polskiego festiwalu, przyznają na pewno, że jest to przeżycie nie do zapomnienia. My mieliśmy tę przyjemność dwukrotnie i w obu przypadkach było to bardzo mocne przeżycie. Głównie ze względu na publiczność rozciągającą się spod sceny, aż po sam horyzont. Podczas naszego pierwszego koncertu było jej około 70 tysięcy. Za drugim razem 4 razy więcej. Zaznaczyć trzeba, że gdy do Polski na koncert wpadł Michael Jackson to oglądało go wtedy ”jedyne” 100 tysięcy ludzi;-) Woodstock to olbrzymia energia i poczucie niesamowitej akceptacji. Mieliśmy też kilka innych koncertów, które mocno zapadły w pamięć. Chociażby Jasło, gdzie w klubie Mandala graliśmy na początku swojej działalności na sali wielkości może 15 m2 bez jakiejkolwiek sceny, a ludzie tańcząc wpadali na nas, przez co kompletnie nie dało się grać;-)

 

Czy jako zespol macie jakis ulubiony kawalek ktory najbardziej lubice wykonywac?

 

Każdy członek zespołu ma jakąś swoją ulubioną piosenkę i bardzo często te wybory się pokrywają. Jesteśmy świeżo po wydaniu nowej płyty, więc każdy z nas podczas koncertu czeka na te najświeższe piosenki. Je gra się najlepiej. Mają olbrzymi ładunek emocjonalny, bardzo świeży, najmocniej na nas działający. Jeśli mam podać tytuły tych najbardziej oczekiwanych na setliście utworów to muszę wymienić: Powódź Dekady, Tańczmy czy Listę Życzeń.

 

Ktory z Polskich muzykow mial najwiekszy wplyw na wasza tworczosc?

 

Gdy założyliśmy zespół wykonawcami, którzy mieli na nas największy wpływ był Kazik Staszewski z zespołu Kult oraz Grabaż z Pidżamy Porno. Teraz po latach możemy to śmiało powiedzieć;-) To byłī kapele, których słuchaliśmy na codzień i bardzo namiętnie. To były kapele, na których koncerty chodziliśmy najczęściej. Więc to zrozumiałe, że gdy wpadliśmy na pomysł pisania swoich piosenek to czerpaliśmy świadomie lub nieświadomie z tego, co słyszeliśmy na płytach tych zespołów. Teraz wpływ na nas ma raczej muzyka w ogóle. Jest tyle doskonałych wykonawców, że jest się kim inspirować;-)

 

Wasz animowany teledysk do utworu "Wpuść Mnie" jest bardzo intrygujacy.  Jakie sa wasze pozamuzyczne inspiracje? 

 

Na pewno dużo czytamy i bardzo dużo oglądamy. Nawet w busie jadąc z koncertu na koncert non stop mamy odpalony odtwarzacz DVD. Wszystko to ma na nas ogromny wpływ. Nawet nie mamy nad tym panowania. W teledysku do Wpuść Mnie wykorzystaliśmy historię, którą kiedyś wymyśliliśmy do teledysku aktorskiego. Jednak realizacja tego klipu zajęłaby nam bardzo dużo czasu. Okazało się, że pomysł można zrealizować w formie animowanej, co niestety wygenerowało koszty porządnej produkcji aktorskiej;-)) Nas bardzo zainspirował klip The Shins do piosenki Rifles Spiral. W ich klipie jest mrok, tajemnica, no i produkcyjnie jest to najwyższa półka światowa;-)

 

Natomiast jeśli chodzi o nasze teksty to zawyczaj są to przeżycia nasze, lub naszych znajomych. W zdecydowanej większości przypadków wszystkie te historie z piosenek wydarzyły się na prawdę. I tu śmiało możemy powiedzieć, że inspiruje nas samo życie;-))

 

Co was nakreca do tworzenia muzyki?

 

To jest jakieś wewnętrzna, nie do końca zrozumiała potrzeba. To gdzieś w człowieku siedzi bardzo głęboko. Oczywiście namacalne profity w postaci popularności też mają znaczenie, ale tak na prawdę to tylko jakieś poboczne korzyści. Radość z wymyślonej piosenki potrafi być ogromna. Daje poczucie ogromnej mocy, która wzrasta wraz z jej (piosenki) popularnością.

 

Kazdy z was ma jakas ksywke, jakie historie sie za nimi kryja?

 

Dubin – to skrót od nazwiska Jarka, naszego perkusisty, które brzmi Dubiński;-) Artour – to po prostu Artur, nasz basista, Kuba przez dłuższy czas podpisywał się Quka, bo taki nick miał, gdy przez wiele lat grał w jednym klanie w Counter Strike’a, a Pan Latawiec, czyli gitarzysta, zdobył przezwisko sprzedając latawce nad polskim morzem, gdy jeszcze zespół nie istniał. Dzieciaki za nim biegały I wołały: “Oooo, pan latawiec, pan latawiec!!!”.

 

Opisujecie wasze brzminie jako kombinacja punka, rocka i reggae. Dlaczego akorat taki mix?

 

To prosta muzyka, a my jesteśmy przeciętnymi instrumentalistami;)) Poza tym kapel z tych nurtów słuchaliśmy najchętniej i najczęściej, gdy kształtował się nasz gust muzyczny. Płyt Bad Religion czy wczesnego Offspringa słuchaliśmy bardzo namiętnie, a przy ogniskach ze znajomymi potrafiliśmy wyśpiewać grając na gitarze prawie całą dyskografię Boba Marleya.   

 

Gdybyscie nagle musieli skonczyc z muzyka to jakiej pracy byscie sie podjeli?

 

Nawet nie chcemy o tym myśleć;-) Łukasz jest mgr dziennikarstwa, Kuba i Artur skończyli studia ekonomiczne, a Jarek jakieś rolnicze, więc jeśli mielibyśmy trafić do wyuczonych zawodów to byłaby to niezła komedia;-)) Jest natomiast duża szansa, że nawet gdybyśmy mieli hodować świnie lub owce to robilibyśmy to razem. Bardzo dobrze nam w tej paczce;-)

 

Czy macie jakis rytual zanim wejdziecie na scene?

 

Niczego nadzwyczajnego przed koncertami nie robimy. Przybijamy sobie po prostu „piątki”. Do skutku, bo dźwięk „piątki” musi być głośny i dobrze się skleić;-))


Event Management and Promoters